niedziela, 14 lipca 2013

OSTATNI TYDZIEŃ ZBIÓRKI PODPISÓW - UWOLNIJMY RAZEM STOLICĘ OD PO


Zaczyna się ostatni tydzień zbiórki podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum ws. odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz z funkcji Prezydenta Warszawy. Wszystkich, którzy jeszcze nie złożyli swojego podpisu, zapraszamy do siedziby SP przy ulicy Pięknej 1B w Warszawie od poniedziałku do piątku w godz. 9.00 - 17.00 celem złożenia podpisu (nr tel 669 004 128). Można się także w tej sprawie (jak również w innych) kontaktować z naszymi pełnomocnikami w poszczególnych dzielnicach. Ich listę podajemy poniżej: 

- dz. Bemowo: Aleksandra Słomkowska, 791 684 521, aleksandra.slomkowska@gmail.com

- dz. Białołęka: Rafał Fleszar, 608 772 706, raffaele@autograf.pl

- dz. Bielany: Jan Łada, 695 540 760, solidarnapolska.bielany@gmail.com

- dz. Ochota: Paweł Szabłowski, 665382441, pszab@interia.pl

- dz. Praga-Południe: Robert Wodyński, 888 212 222, rt.w@interia.pl

- dz. Praga-Północ: Robert Wodyński, 888 212 222, rt.w@interia.pl

- dz. Śródmieście: Agnieszka Bogucka, 602 310 209, solidarnapolska.waw.srodmiescie@gmail.com

- dz. Targówek: Wojciech Gajewski, 606 577 989, wojciechgajewski@gmail.com

- dz. Ursus: Adrian Matusik, 695 336 626, adrian.matusik@gmail.com

- dz. Włochy: Adrian Matusik, 695 336 626, adrian.matusik@gmail.com

- dz. Ursynów: Bartłomiej Stróżka, 785 413 867, bartlomiej.strozka@gmail.com

- dz. Wawer: Rafał Jama, 602 408 321, jama26@interia.pl

- dz. Wilanów: Bartosz Nagórski, 692 766 936, bnagor@poczta.onet.pl

- dz. Wola: Mateusz Gros, 504 585 444, mateusz182@yahoo.com

- dz. Żoliborz: Dariusz Kabziński, 515 637 994, dariusz.solidarnapolska@gmail.com

- dz. Rembertów: Rafał Jama, 602 408 321, jama26@interia.pl

- dz. Wesoła: Rafał Jama, 602 408 321, jama26@interia.pl

czwartek, 4 lipca 2013

Zgodna współpraca PiS i PO przy dzieleniu stanowisk. Interes mieszkańców nie ma żadnego znaczenia.

Nic tak nie łączy warszawskich działaczy PiS i PO jak dzielenie stanowisk i obsadzanie ich swoimi ludźmi. Brak dyskusji o realnych problemach mieszkańców, najważniejsze są stanowiska i kasa, reszta się nie liczy. 

Polityczny zgrzyt wśród zbierających głosy za odwołaniem Hanny Gronkiewicz-Waltz: PiS - na co dzień sojusznik Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej - zrzuca ze stanowiska Marka Makucha wiceprzewodniczącego rady Woli i pełnomocnika komitetu referendalnego.
Zmiana jest możliwa dzięki poparciu PO, którą PiS zamierza politycznie pogrążyć w referendum. Projekt poparł Jarosław Kaczyński. Partia zbiera podpisy pod wnioskiem o odwołanie prezydent, na ulicach stoją PiS-owskie stoliki, na nich PiS-owskie formularze. Istnieje także drugi front: mimo referendum warszawska PO układa się politycznie z PiS, partie nadal dzielą stanowiska w stołecznym samorządzie.

Personalne ambicje dotyczą najniższego szczebla samorządu, czyli dzielnic. Okazuje się, że chwilę przed startem zbiórki podpisów pod wnioskiem o referendum oba duże ugrupowania umówiły się na personalne roszady w samorządach Ursynowa i Woli. Zaczęło się u burmistrza Piotra Guziała. Ursynowski PiS poparł opozycyjną PO i wiceprzewodniczącym rady dzielnicy mógł zostać Michał Matejka z władz ursynowskiej Platformy. Za odzyskanie skromnych wpływów w swoim ursynowskim mateczniku PO miała odwdzięczyć się PiS na Woli. Partia chciała odebrać fotel wiceprzewodniczącego Markowi Makuchowi. To dawny PiS-owski działacz, szef klubu w radzie miasta, którego obecna ekipa liderów wywodząca się z CBA najpierw posłała do rady dzielnicy, a gdy potem przeszedł do Solidarnej Polski, uznała za zdrajcę. 
Zmiany miały przejść gładko. W trakcie pojawił się wniosek o referendum, a Piotr Guział zrobił Marka Makucha pełnomocnikiem komitetu referendalnego. Nowa sytuacja zniechęciła PO. Radni Woli ociągali się z realizacją umowy, przeciwni umacnianiu wpływów PiS w dzielnicy.

Tym bardziej, że namaszczony na następcę Makucha radny PiS Piotr Milowański robi u boku wiceprezesa Mariusza Kamińskiego udaną karierę. Ma 25 lat, ale zdążył już z nadania partyjnego dostać posadę w mazowieckiej wojewódzkiej komendzie Ochotniczych Hufców Pracy, potem dostał pracę w centrali partyjnej. Drogę otworzył mu kilka lat temu poseł Mariusz Błaszczak, u którego był asystentem społecznym. Teraz Milowański rządzi PiS na Woli. Lokalna PO zmieniła zdanie po interwencji posła Marcina Kierwińskiego, który jest wiceprzewodniczącym warszawskiej PO i szefem partyjnego koła w ursynowskim mateczniku. W pierwszej rozmowie z "Gazetą" Kierwiński twierdził, że tematu nie praktycznie zna, bo jest zbyt lokalny. Gdy jeden z działaczy PiS powiedział nam, że przedstawiciele jego partii właśnie od Kierwińskiego domagali się realizacji zobowiązań - poseł o sprawie sobie przypomniał. Mimo trwającej zbiórki podpisów pod odwołaniem pani prezydent, lokalni działacze PO dostali partyjne polecenie, by podpisali się pod wnioskiem o usunięcie Marka Makucha, gdyż bez tego poparcia niemożliwe było przeprowadzenie roszady.

- To normalne, że duże partie muszą mieć reprezentantów w prezydium obu rad dzielnic - mówi Kierwiński.

Oba ugrupowania zdecydowały się na porządki u schyłku kadencji. PO straciła fotel wiceprzewodniczącego niedługo po wyborach samorządowych 2010 r., zaś PiS nie mógł pozbyć się Marka Makucha od roku.

Roszada jest w trakcie. Jarosław Krajewski, rzecznik warszawskiego PiS zapewnia, że między jego partią a Warszawską Wspólnotą Samorządową nie ma "napięcia". Inaczej sprawę widzi Piotr Guział, którego stowarzyszenie traci na umowie między dwoma dużymi partiami. - To jest uderzenie w twarz Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej - mówi o rychłym odwołaniu Marka Makucha. - Będę domagał się wyjaśnień od prezesa Mariusza Kamińskiego. Chwilę po rozmowie przysłał sms-a: "PiS uderzając w pełnomocnika referendalnego, nie przestrzega politycznego savoir vivre i pokazuje brak manier, dając pożywkę dla spekulacji o przyszłych sojuszach z PO".  
źródło: warszawa.gazeta.pl

Dramatyczna sytuacja na podmiejskiej linii średnicowej - kto odpowie za bałagan i fatalną organizację ?

Od soboty 29 czerwca br. kolejarze rozpoczęli remont mostu na podmiejskiej linii średnicowej. Spowodowało to gigantyczne utrudnienia. Niestety jak zawsze fatalne działa informacja na peronach, pasażerowie nie są w stanie dowiedzieć się o opóźnieniach pociągów. Na liniach podmiejskich kilkudziesięciominutowe spóźnienia są standardem. Przy tak dużej inwestycji nikt nie przejmuje się pasażerami, którzy jakoś muszą dojechać do pracy czy zdążyć na spotkanie. Pasażerowie powinni żądać odszkodowania za poniesione straty, wstyd że w XXI wieku nie można zorganizować sprawnie komunikacji. 

Dramatyczne sceny rozgrywają się w tym tygodniu w pociągach podmiejskich. Na torach panuje totalne zamieszanie z powodu remontu linii średnicowej i poważnej awarii na stacji Warszawa Lotnisko Chopina. Usuwanie jej skutków może potrwać nawet do września.

Nasza czytelniczka Anna Węgłowska chciała podjechać z Dworca Zachodniego do następnej stacji we Włochach. Jak pisze, została dwukrotnie uwięziona w pociągach. "Na Zachodnim panował taki chaos i było tyle opóźnionych kursów, że bałam się wsiadać do czegokolwiek bez pytania ludzi i kolejarzy". Znalazła w końcu skład w kierunku Sochaczewa, który miał ruszyć o godz. 16.37. Nikt jednak nie uprzedził podróżnych, że zepsuła się klimatyzacja i zablokowały drzwi. W tym czasie z sąsiedniego toru odjechał inny pociąg. Pusty. Wtedy ludzie tak się zdenerwowali, że prawie doszło do bójki, jeden ze wzburzonych pasażerów zaczął szarpać kolejarza.

"Następny pociąg, do którego udało mi się dostać, wprawdzie ruszył, ale zaraz przed moją stacją we Włochach zatrzymał się i stał chyba ze 20 minut. Byłam już tak blisko celu, ale nie mogłam przecież wyjść i iść torami. Na miejsce dotarłam zmęczona, mokra (jest dość gorąco na przesiadywanie w pociągach i tłumie), a do tego kompletnie załamana wizją jazdy tą trasą drugi raz za tydzień" - pisze pani Anna.

Zabawa w kolej(kę)

Inni mają podobne wrażenia na co dzień. Problemy na kolei nasilają się od ostatniego weekendu, gdy spółka PKP Polskie Linie Kolejowe zamknęła podmiejską część mostu średnicowego. Jego remont będzie trwać przez całe wakacje. To nie pierwszy raz, gdy latem kolejarze wyłączają ruch na coraz to nowym odcinku tej ruchliwej trasy. Skutek jest taki, że większość pociągów dojeżdża teraz tylko do dworców Wschodniego i Zachodniego. Dalej trzeba się przesiadać. Do tego z powodu budowy stacji Ursus-Niedźwiadek, która ciągnie się od zeszłego roku, wprowadzono tam ruch wahadłowy po jednym torze.

"Codziennie do pracy w Warszawie dojeżdżają koleją tysiące ludzi. Wszyscy oni spóźniają się do pracy, a po pracy nie mogą załatwić spraw w urzędach, zrobić zakupów, a czasem nawet poczytać dzieciom przed snem. Wszystko przez panie i panów, którym praca na kolei pomyliła się chyba z zabawą dziecięcą kolejką" - skarży się Artur Kurpiewski, prosząc "Gazetę" o interwencję. Dojeżdża z Brwinowa. Na tej linii od początku roku rozkład jazdy zmieniano - jak pisze - już ze cztery razy. Na Dworcu Zachodnim pan Artur przesiada się do pociągu w kierunku Służewca, gdzie pracuje. Oblicza, że punktualne kursy trafiły mu się w tym czasie ledwie przez kilka dni. To na tej trasie zdarzyło mu się usłyszeć w tym tygodniu, że pociąg utknął w korku przed Dworcem Zachodnim.

Twarde lądowanie

Na linii do Służewca pasażerowie mają teraz wyjątkowo ciężko, bo 1 lipca zawieszono jedną z linii SKM (S3) z Legionowa. To skutek wykolejenia pociągu w tunelu przy stacji Warszawa Lotnisko Chopina. Stało się to 23 czerwca, ale aż blisko tydzień zajęło usuwanie rozbitego składu SKM-ki. To jeszcze nie koniec kłopotów, bo teraz trzeba naprawić zniszczony rozjazd za stacją. Jest objęty gwarancją, a firma, która jej udzieliła, chce usuwać skutki wypadku aż do 15 września. - Prace mają być prowadzone głównie nocami - przekazał nam wczoraj Robert Kuczyński, rzecznik PKP Polskich Linii Kolejowych.

Z wiarygodnego źródła wiemy, że fatalne w skutkach wykolejenie spowodował pracownik tej spółki - doszło do przełożenia zwrotnicy w momencie, gdy przejeżdżał po niej pociąg. Rzecznik PKP PLK powiedział tylko, że sprawę wciąż bada komisja, która na podanie przyczyn wypadku ma 21 dni.

Tymczasem pociągi na lotnisko, które obsługują przede wszystkim popularną w godzinach szczytu stację Służewiec, kursują bardzo nieregularnie. Po zawieszeniu linii S3 są duże odstępy między kolejnymi kursami. W dodatku większość składów podmiejskich z Legionowa dociera teraz do Dworca Gdańskiego. Tutaj trzeba się przesiadać, a metro ma przerwaną trasę w Śródmieściu - raz na 7-8 minut podjeżdża tylko do pl. Bankowego.

Na szczęście wczoraj Zarząd Transportu Miejskiego poinformował, że problemy pasażerów z Legionowa potrwają tylko do piątku - udało się przekonać kolejarzy, by od 6 lipca wpuścili SKM-kę z tego miasta na linię średnicową przez Dworzec Centralny. Wprawdzie nie dojedzie do samego lotniska, ale najważniejsze, że zawiezie podróżnych do przystanku Warszawa Służewiec. 
źródło: warszawa.gazeta.pl 

 
zdj. prabuty.com